W czwartek 28 sierpnia 2025 roku w piękny poranek pięcioro członków koła Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego w Ełku wyjechała na wycieczkę na Litwę do Druskiennik i okolic. Dzięki dobremu samochodowi jednym samochodem wygodnie mknęliśmy najpierw przez Pojezierze Suwalsko-augustowskie do Ogrodnik a potem przez prawie dziewicze tereny Litwy. Dało się zauważyć pewne zmiany zachodzące po dołączeniu tego kraju do Unii Europejskiej. Co prawda przeważa budownictwo stare, często jeszcze drewniane ale są już pierwsze oznaki wznoszenia nowych domów mieszkalnych,
Nasz pierwszy przystanek był w miejscowości Wiejsieje, gdzie swoje kroki skierowaliśmy na przydrożny bazar. Po wprowadzeniu na Litwie waluty Euro dało się zaobserwować znaczne podwyżki cen towarów i usług, przewyższające te w Polsce. Mimo tego dokonaliśmy zakupu typowych litewskich produktów żywnościowych np. chleb i coś do chleba. Choć nie tylko,
Po drobnych zakupach udaliśmy się w dalszą drogę do Druskiennik. Miasto położone nad pięknym Niemnem już nie tętni tak intensywnie zżyciem jak kiedyś. Liczne hotele świecą pustkami, na ulicach prawie nie ma turystów i obcokrajowców. Zauważyliśmy kilkoro Polaków, Ukraińców oraz Estończyków. Wszędzie króluje język litewski.
Nas skusiły łodzie na rzece. Mówiący po polsku właściciel jednej z nich namówił nas na godzinny rejs po rzece. Płynęliśmy wśród zieleni, śpiewu ptaków i podziwialiśmy sunące nad Niemnem wagoniki kolejki linowej, budujący się ogromny hotel Druskiennikai, Wyspę Miłości oraz polujące na ryby czaple. Zrelaksowani wyszliśmy z doliny Niemna udaliśmy się pięknymi bulwarami, parkami na spacer po mieście. Ponownie dało się zauważyć prace budowlane na skwerach, parkach, ulicach i skwerach, poprawiające estetykę i funkcjonalność traktów komunikacyjnych.
Odwiedzająca Druskienniki Eliza Orzeszkowa pisała do przyjaciółki Marii Konopnickiej (urodzonej w Suwałkach), że w mieście jest 350 drewnianych wilii. Większość z nich powstała pod koniec XIX i na początku XX wieku. Wyróżniały je dekoracyjne zdobienia. Niestety pożary i wojny zniszczyły wiele z nich. Pozostałe do dziś są zabytkami i prezentują słowiańskie, polskie, niemieckie i szwajcarskie wpływy na architekturę drewnianą miasta. Widzieliśmy również pomalowaną na niebiesko cerkiew z 1865 roku położoną w centralnym punkcie miasta, powstałej na zamówienie Gubernatora Grodna. Niebieska cerkiew jest najstarszym drewnianym obiektem w Druskiennikach, który w stanie prawie nienaruszonym przetrwał obie wojny światowe. Obmyliśmy się również w słynnym „Źródle Piękności” – które jest rekordzistą pod względem zawartości minerałów ( ponad 52 gramy na litr). Przeszliśmy obok popularnego niegdyś w Polsce aquaparku oraz przy 200-letnim zakładzie lecznictwa uzdrowiskowego „Druskininkųgydykla“.
Po opuszczeniu słynnego uzdrowiska wyruszyliśmy do Liszkowa, by zwiedzić przepiękny późnobarokowy kościół św. Trójcy z XVII w. z podziemiami oraz muzeum Ojców dominikanów zlokalizowanym w dawnym klasztorze. Mieściło się tu także więzienie dla księży zdrożonych czyli takich, którzy zeszli na „złą drogę”. Zamieściliśmy pamiątkowy wpis w Księdze Pamiątkowej wyłożonej w muzeum. Kościół ten jest wpisany na Listę Dziedzictwa Kulturowego. W jednym z bocznych ołtarzy znajduje się łaskami słynący obraz Matki Boskiej. Przed kościołem stoi kolumna z początku XIX wieku, na której umieszczono drewnianą, ludową rzeźbę św. Agaty z XVIII wieku. Naprzeciwko klasztoru usytuowany jest dwukondygnacyjny spichlerz z początku XVIII wieku.
Następnym przystankiem była piramida w Mereczu.Oprócz darów natury, wspaniałych krajobrazów i bujnej roślinności, teren ten kryje niezwykłe miejsce, do którego rokrocznie przyjeżdżają tysiące osób. Zachwyca ono przede wszystkim wspaniałą naturą i spokojem, otulającymi zielone połacie drzew i zakola wijącego się Niemna, ale co najważniejsze dzieją się w nim rzeczy cudowne i tajemnicze. Chodzi o …. – szklaną kopułę, która posiada moce uzdrowienia.Po zaparkowaniu auta, na niewielkim parkingu, przechodzimy przez drewnianą bramę, za którą wyłania się zadziwiający widok. Na środku polany ustawiona jest wielka szklana kopuła, której swymi skrzydłami strzeże piękny, srebrny anioł.
Wewnątrz, przez szyby, widać ludzi, którzy siedzą na ustawionych po obwodzie, krzesłach, a od samej budowli bije blask, który z grającym światłem sprawia, iż wydaje się ona lekka i przejrzysta.Przebywanie w niej i medytacja lub modlitwa przynoszą oczyszczenie oraz ukojenie. Dzięki swym właściwościom, w obrębie świątyni występuje szczególne skumulowanie energii. Podobno wystarczy już pół godziny w piramidzie, by poczuć zmiany w organizmie. Zarówno te fizyczne i psychiczne. To miejsce sprzyja medytacjom, wyciszeniu, samozastanowieniu. Kopuła posiada też niesamowite właściwości akustyczne
Na zewnątrz, tuż obok kopuły, w drewnianej altanie z figurą anioła, znajduje się wodopój z wodą energetyczną. Można jej zaczerpnąć i zabrać do domu dla podtrzymania działania mocy tego miejsca. Trochę dalej zbudowana jest mała kamienna Golgota.
Przejeżdżaliśmy również obok grodziska Merecz, wznoszącego się u ujścia rzeki Mereczanki do Niemna. Na tym wzgórzu w XIV – XV w. znosił się zamek, który z zamkiem Wilna i Kowna tworzył główny system obronny Litwy. Merecz był głównym obiektem strategicznym na Niemnie w walkach z zakonem Krzyżackim. W 1391 r zamek został jednak zdobyty a potem zniszczony. W samym mieście dokonaliśmy jeszcze drobnych zakupów, po czym udaliśmy się w drogę powrotną.
Krótkim przystankiem jeszcze była miejscowość Kopciowo. Zatrzymaliśmy się na głównym placu miejscowości z pomnikiem Emilii Plater po czym udaliśmy się na pobliski cmentarz, gdzie w centralnym miejscu cmentarza zlokalizowany jest grób.
Za Wikipedią:
„Emilia Broel-Plater herbu Plater (ur. 13 listopada 1806 w Wilnie, zm. 23 grudnia 1831 w Justianowie) – polska hrabianka, córka hrabiego Franciszka Ksawerego i Anny von der Mohl, kapitan Wojska Polskiego w czasie powstania listopadowego.
Rodziny Plater i von der Mohl od dawna były osiadłe w Kurlandii oraz w Inflantach Polskich (dziś Łotwa). Większość przedstawicieli rodu Platerów wiązała swoje osobiste i rodzinne życie ze sprawą Polski i byli gorącymi patriotami, którzy wnieśli znaczny wkład w rozwój kultury polskiej.
Matka Emilii, Anna z Mohlów, była jak na owe czasy kobietą wykształconą. Wczesne dzieciństwo i pierwsze lata nauki Emilia spędziła w wileńskim domu rodziców. Nie było to dzieciństwo szczęśliwe, ponieważ ojciec, Franciszek Ksawery Plater, prowadził hulaszczy tryb życia. W roku 1815 między rodzicami Emilii doszło do ostatecznego spięcia, po którym matka opuściła wileński dom, zabierając córkę.
Obie zamieszkały w majątku Liksna w okolicach Dyneburga w Inflantach Polskich, należącym do stryja i stryjenki Emilii – Izabeli Zyberk-Plater. Emilia od 10. roku życia wychowywała się i pobierała nauki razem z chłopcami. Rówieśnikami i najbliższymi towarzyszami jej zabaw byli dwaj kuzyni – starszy od niej o rok Ludwik i młodszy o tyleż Kazimierz. Dużo czytała, wielkie wrażenie wywarła na niej historia Joanny d’Arc, która obok Tadeusza Kościuszki i greckiej bohaterki Bubuliny była jej ideałem. Portret Greczynki Bubuliny, która w czasie powstania greckiego ofiarowała cały swój majątek na rzecz powstańców, uzbroiła trzy okręty i sama nimi dowodziła, wisiał w pokoju Platerówny. Otrzymała bardzo staranne wychowanie. Pisała poezje, śpiewała, pięknie rysowała. Poza tym uprawiała fechtunek, jazdę konną, myślistwo, dużo wędrowała.
O ukształtowaniu się osobowości Emilii i o roli, jaką miała spełnić, niewątpliwie zadecydowały jej historyczne zainteresowania. Popierała ówczesny ruch młodzieżowy i patriotyczny, czytała lektury Filomatów i Filaretów, zachwycała się dziełami wielkich romantyków, Goethego i Schillera.
Wykazywała również duże zainteresowanie ludem wiejskim. Zebrała i zapisała wiele tekstów piosenek i melodii ludowych. W roku 1823 dłuższy czas przebywała w Dusiatach u ciotki Apolinary, z której synami Cezarym i Władysławem bardzo interesowała się życiem chłopów.
W latach 1824–1829 Emilia dużo podróżowała zarówno po Inflantach, jak i po Litwie i Białorusi. Odbyła również dłuższą, a ostatnią przed powstaniem, podróż do Warszawy, Częstochowy i Krakowa.
O rękę Emilii starał się bogaty Rosjanin – inżynier, który budował warownię u jej krewnych w Krasławiu. Emilia jednak odmówiła. Jej decyzja wypływała z głębokich uczuć patriotycznych, ponadto kochała podobno innego mężczyznę – młodego kapitana inżynierii barona Dal-Iwing. O tej jedynej miłości Emilii nie zachowały się jednak żadne wzmianki, do małżeństwa nie doszło.
W roku 1830 zmarła jej matka. Jej śmierć była dla Emilii ciężkim przeżyciem.
Popularny wizerunek Emilii jako smukłej, młodej dziewczyny z rozwianymi włosami nie odzwierciedla jej rzeczywistego wyglądu, lecz pochodzi z wyidealizowanej litografii wykonanej już po jej śmierci.
Ignacy Domeyko tak ją opisywał w pamiętnikach: niskiej urody, blada, niepiękna, ale okrągłej, przyjemnej, sympatycznej twarzy, błękitnych oczu, kształtnej, ale niesilnej budowy; była poważną, bardziej surową, niż ujmującą w obejściu się, mało mówiąca i spojrzeniem nakazująca dla siebie należne względy i przyzwoitość.
29 listopada 1830 w Warszawie wybuchło powstanie listopadowe. W grudniu wieść o tym dotarła z Warszawy do Wilna i zapaliła do boju Litwę i Żmudź. Emilia była jedną z pierwszych inicjatorek samodzielnego powstania na Litwie. Jako kobieta nie została jednak dopuszczona do narad komitetu kierującego w Wilnie. Podjęła sama plan zdobycia Dyneburga. W toku przygotowań porozumiała się ze swoimi dwoma krewnymi z miejscowej szkoły podchorążych (braćmi Lucjanem i Ferdynandem Platerami), którzy przyrzekli, że elewowie chwycą za broń i uderzą na załogę fortecy, gdy powstańcy zbliżą się do Dyneburga. 25 marca 1831 roku Juliusz Grużewski rozpoczął działania partyzanckie, wyparł Rosjan z Rosień, dając tym samym hasło do powstania na Litwie. Emilia natychmiast przystąpiła do działania, obcięła swoje długie włosy, kazała sobie i swej towarzyszce Marii Prószyńskiej (obie przyjaźniły się od dawna) uszyć stroje męskie. Uzbrojona w pistolety i sztylet wyruszyła walczyć w powstaniu.
Sformowany przez nią oddział partyzancki liczył 280 strzelców, kilkuset chłopów kosynierów i 60 kawalerzystów. Wraz z oddziałem rozpoczęła marsz w kierunku Dyneburga, po drodze do oddziału dołączali wciąż ochotnicy. 29 marca 1831 wkroczyła do Dusiatów, gdzie pod rozwiniętą flagą Polski zachęcała okoliczną ludność do przyłączenia się do powstania. 30 marca 1831 wraz ze swym hufcem zajęła stację Daugiele. 2 kwietnia jej oddział stoczył zwycięską potyczkę i zniósł kompanię piechoty rosyjskiej pod Ucianami. 4 kwietnia uderzyła na jedną z kolumn korpusu gen. Schirmana, która zmierzała w rejon koncentracji głównych sił rosyjskich w Dyneburgu. Oddział Emilii Plater opanował Jeziorosy, gdzie zdążono wpisać do akt grodzkich akt powstania. Zaskoczenie Dyneburga nie powiodło się powstańcom, młodzi zrewoltowani podchorążowie zostali wysłani do obozu Dybicza. Wobec pogarszającego się położenia militarnego, Emilia zrezygnowała ostatecznie z ataku na Dyneburg. Emilia dzieliła z podkomendnymi wszystkie trudy walki partyzanckiej, zyskała sobie wkrótce ich miłość i uznanie, chociaż w świecie salonów nie szczędzono jej złośliwych uwag i zarzutów niemoralności. W zaciętych walkach, stoczonych z Schirmanem pod Ucianą i Oniksztami oddział Emilii poniósł znaczne straty w zabitych i rannych, uległ rozproszeniu, resztę Emilia Plater przyłączyła do oddziału Cezarego Platera.
W zaistniałej sytuacji wraz z Marią Prószyńską 30 kwietnia przyłączyła się do oddziału Karola Załuskiego, rozłożonego obozem pod Poniewieżem. Obie wstąpiły do oddziału wolnych strzelców wiłkomierskich. Pod komendą Załuskiego wzięła udział 4 maja w niepomyślnie zakończonej potyczce pod Prestowianami. Po porażce wolni strzelcy udali się do swojego powiatu i 17 maja zajęli Wiłkomierz. Tu Emilia spotkała się z Marią Raszanowiczówną, która stała się odtąd jej nieodłączną towarzyszką. Razem z Marią, Emilia walczyła w oddziałach partyzanckich Konstantego Parczewskiego pod Mejszagołą.
W Gabrielowie, 5 czerwca była świadkiem spotkania kilku partii litewskich z zagonem kawaleryjskim przybyłym z Królestwa Polskiego pod dowództwem gen. Dezyderego Chłapowskiego. On to nadał Emilii Plater honorowy stopień kapitana i powierzył jej dowództwo 1 kompanii 1 Pułku Piechoty Litewskiej, przemianowanego następnie na 25 Pułk Piechoty Liniowej (i jednocześnie zaproponował Emilli powrót do domu, którego kategorycznie odmówiła).
Gdy jej pułk 27–28 czerwca toczył ciężkie i zakończone niepowodzeniem walki o utrzymanie Kowna, Emilia Plater na czele swojej kompanii zdobyła Rosienie (25 czerwca), ubezpieczając tym samym flankę całej operacji. Reorganizowane resztki 25. pułku, eskortujące wozy z zaopatrzeniem dla armii Giełguda wpadły następnie w zasadzkę pod Szawlami i tylko cudem uniknęły rozbicia. Emilia wykazać miała się tam szczególnym męstwem i odwagą. 9 lipca, na naradzie wojennej w Kurszanach, postanowiono podzielić siły polskie na 3 korpusy. Emilia Plater znalazła się pod dowództwem gen. Chłapowskiego.
Kiedy ten ostatni postanowił złożyć broń i przekroczyć granicę Prus Wschodnich oświadczyła: Lepiej byłoby umrzeć, niż skończyć takim upokorzeniem. W celu kontynuowania walki postanowiła wraz z Raszanowiczówną i kuzynem Cezarym Platerem przedostać się do Warszawy.
Przez dziesięć dni w przebraniu chłopskim Platerówna i jej towarzysze szli do Królestwa, ukrywając się po lasach, prowadzeni przez wieśniaka Żmudzina. Trudy wędrówki – zmęczenie, głód, bezsenność – okazały się jednak ponad siły fizyczne Emilii. Paliła ją gorączka, zemdloną z wyczerpania Cezary i Maria zanieśli do wiejskiej chaty już w Augustowskiem. Cezary Plater udał się w dalszą drogę do Warszawy. Emilia i Maria znalazły schronienie w gościnnym dworze Ignacego Abłamowicza w Justianowie w ówczesnym powiecie sejneńskim. Emilię kurowano tam i ukrywano jako bonę pod nazwiskiem Korawińskiej. Mimo troskliwej opieki, którą została otoczona, Emilia Plater po przyjęciu sakramentów zmarła 23 grudnia 1831. Zwłoki jej zostały przewiezione do Kopciowa w dobrach Abłamowiczów i pochowane na miejscowym cmentarzu. Mogiła istnieje do dzisiaj.”
Wg. ustnych przekazów w początkach grudnia 1831 r. E. Plater otrzymała zadanie przedostania się z Litwy do Warszawy. Miejscowi rybacy przewieźli ja łodzią po rzece Biała Hańcza do miejscowości Kopciowo. Miała zamiar udać się w kierunku na m. Sejny – Warszawa. Około 300 m od rzeki Biała Hańcza wpadła w zasadzkę i przy drodze biegnącej przez wieś Kopciowo została śmiertelnie raniona. Emilia wraz z towarzyszami dotarła do Justianowa, majątku Ignacego Abłamowicza, oficera Księstwa Warszawskiego. Tu śmiertelnie chora, wyczerpana po przejściach i trudach wojennych, umarła 23 grudnia 1831 r. Została pochowana w tajemnicy na cmentarzu w Kopciowie, pierwotnie pod nazwiskiem Zielińskiej. Dopiero w kilkanaście lat po jej śmierci miejscowy proboszcz ks. Helman postawił na grobie pomnik z jej prawdziwym nazwiskiem. Z tego pierwotnego pomnika zachował się jedynie granitowy głaz, obecnie wmurowany w cementową podstawę pomnika z napisem: „Mów wieczny pokoy”. Dzisiejszy pomnik postawiono w 1912 r. w miejscu poprzedniego, który prawdopodobnie został przeniesiony w miejsce zranienia Emilii.
Nagrobek, wykonany z ciemnoszarego, polerowanego granitu, składa się z niskiej, obszernej wylewki betonowej stanowiącej podstawę, na której osadzony jest pomnik w kształcie płaskiej podstawy, prostopadłościennego cokołu i wysokiego, lekko zwężającego się trzonu zwieńczonego krzyżem łacińskim. Otoczony współczesnym metalowym ogrodzeniem. Nagrobek odrestaurowany w 2004 r.
Napis od strony frontowej: „Ś + P/ Emilja / hrabianka / Broel – Plater/ ur. 13 XI 1806 / + 23 XII 1831” Po stronie przeciwnej: „Duszę Bogu / życie Ojczyźnie / oddała”
Na grobie Emilii Plater ustawiliśmy kwiaty, po czym udaliśmy się w kierunku przejścia granicznego w Łoździejach a następnie do Sejn. Ze względu na późną porą zrezygnowaliśmy już ze zwiedzania tego miasta a jedynie w restauracji Skarpa zjedliśmy późny obiad – pyszną kiszkę ziemniaczaną. W drodze do Ełku zajechaliśmy jeszcze do naszego prezesa Stanisława Łobacza, od którego odebraliśmy monety – nowe emisje NBP.
W późnych godzinach wieczornych w dobrych humorach i pełni wrażeń zakończyliśmy naszą wyprawę. Niecierpliwie będziemy oczekiwać następnego wyjazdu.
Specjalne podziękowania dla kol. Jerzego Jusiela – naszego przewodnika i pilota a także kol. Patrykowi Openchowskiemu za wygodny, bezpieczny i bezproblemowy transport.



























































